05.04.2014

 

   w najbliższy poniedziałek jedziemy na kolejny turnus .... po dłuuuuugiej przerwie nareszcie coś się będzie działo ..... tym razem już nie Ukraina ;) a Warszawa .... całe 10 dni :) kilka nowych metod rehabilitacji tam będzie więc nie będę się nudzić. Jak się domyślacie jestem już jakiś czas po zabiegu wymiany PEGa - wszystko było ok i dzięki uprzejmości Pana Dr w ten sam dzień byliśmy w domu - Shilka mnie wycałowała ... tak się cieszyła, że znowu jestem w domu :). Nadal biorę też aminokwasy i dzielnie ćwiczę z Mamą i z ciociami - Asią i Moniką .... czasami też przychodzi ciocia Ola .... Rodzice się śmieją, że mam powodzenie u Kobiet bo same ciocie ciągle do mnie przychodzą ;) .... mi to nie przeszkadza ;) .... dzisiaj goście - ciocia Marta, później Adula do mnie przyjedzie - dawno się nie widziałem z moją koleżanką a mamy sobie wiele do opowiedzenia ;) .... wkrótce relacje z Turnusu .... postaram się pisać na bieżąco - ale wiecie jak jest .... jestem taki "zarobiony" :)

 

12.04.2014

 

   już tydzień jestem w Stolicy :) .... dzielnie ćwiczę - nie są to bardzo intensywne zajęcia ale dojazdy też wykańczają :/ ... teraz mam stosowane dwie nieznane mi wcześniej metody Bowena oraz Temprany - i póki co są to dość ciekawe-wyciszające terapie - polegają na wprowadzeniu harmonii i samoleczeniu organizmu - ciekawe brzmi - a w praktyce " leżę i jestem miziany " :) .... mam też podobnie jak było  Truskawcu nastawiany kręgosłup ale tylko odcinek szyjny i masowany kręgosłup .... przyzwyczaiłem się już trochę do fotelika - w końcu codziennie w nim siedzę jak jedziemy na zajęcia więc ciężko byłoby się nie przyzwyczaić .... Warszawa sama w sobie jak to Rodzice mówią nie jest zbyt przyjazna kierowcom - cokolwiek to znaczy bo ja tylko siedzę i patrze jak Tata albo Mama prowadzą auto. Najważniejsze, że jesteśmy całą rodziną - Shilka też z Nami pojechała - na przygodę życia :) 


w drodze :)
.... masaż wuja Krisa :) ....
.... najlepiej byłoby samemu tak stac .... ale póki co z pomocą wuja Bartka ;)

 

20.04.2014 

 

... w czwartek wieczorem wrócliliśmy do domu ... oj podróż była ciężka - dałem Rodzicom popalić - ze zmęczenia nie chciałem siedzieć w foteliku , ssak był w ruchu , ale dzielny Tato dał sobie radę :D ... w zeszłą niedzielę rodzice trochę strachu sie najedli - najpierw rano rurka mi wypadła , pomimo, że Tata od razu zareagowal to tak się zapowietrzyłem, że dziwnie odychalem raz buzią raz rurką , ale jak została wymieniona na nową było już ok, natomiast popołudniu  zaczęły się ataki padaczki  dość mocne - mialem aż 7 ... Mama  była tak blada ze strachu, że dawno jej takie nie widziałem ... ale na drugi dzień było juz wszystko dobrze jak  gdyby nic ... zawsze jestem bardzo osłabiony po takich atakch a ja jak nowo narodzony :D...święta znowu w rozjazdach dziś byłem u dziadków w Pecnie a jutro śmigamy do drugich Dziadków - Mama jakoś się nie napracuje w te święta :D - oczywiście i dzisiaj nie obyło sie bez przygód - jak tylko wyjechaliśmy do domu urwała się końcówka od ssaka - szybko musieliśmy się cofnąć i skleić uszkodzoną część bo bez tego musielibyśmy wzywać pogotowie ..... ehhhhh "nie ma lekko" jak to mawia Dziadek ;) ... Kochani wszystko dobrego na Zająca ... Wypoczywajcie !!!!